ďťż
Home chevysphereGdzie zainstalować nowe skórki?KiedyPaul NewmanPaul Bettany Rybnik- Chwałowice 24.V.201420.01.2016WFGW w mediachDoctor Who i DemotywatoryThe Big Bang Theory Lista plików mp3 do pobrania, pobierz, download
4K [01] Apolonia Lapiedra - Interlove.mp4
Jonathan H. Rees - Representation and Rebellion.jpg
Zakup przednich lamp.
team speak
 

chevysphere

W tym temacie opowiemy trochę o naszych nickach - skąd się wzięły, dlaczego akurat takie, a może jakie historie się z nimi wiążą

Pisałem już w innym temacie, ale dla przykładu powtórzę:
dr - Doctor (jako psychofan DW)
cop - po angielsku gliniarz (chcę niebawem wstąpić do policji)
razem: drcop

Pomysł na ten nick wpadł mi w momencie rejestrowania się na forum, zatem nie ma żadnej ciekawej historii


DorkaEm:
Dorka- od mojego imienia- Dorota
Em- fonetycznie wymawiana pierwsza litera mojego nazwiska- "m"

Taki tam banalny pomysł, który przyszedł mi do głowy podczas rejestracji na jedno z forów lub stron (chyba nawet przy rejestracji na drwho.pl, ale głowy sobie uciąć nie dam.. )
Moni od mojego imienia Monika
Lip od nazwiska.

Nick mam od początku, od kiedy pierwszy raz założyłam sobie pocztę (kiedy to było!). Wszędzie taki mam więc jak gdzieś zauważycie monilip jest duże prawdopodobieństwo, że to ja dnia Nie 16:33, 14 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Nicka TheKid używam tylko do rzeczy związanych z Dr Who
W chwili obecnej nie korzystam z innych for internetowych oprócz tego i drwho.pl, a do kont na allegro i innych stronach od lat używam tego samego nicka, który zaczął mi się już nudzić
Chociaż ostatnio zaczęłam rejestrować się używając swoich inicjałów (jeżeli nie jest gdzieś napisana minimalna długość nicka, bo to tylko 2-3 litery ).

A skąd się wzięło? Po prostu współlokatorzy zawsze dokuczają mi, że jestem dzieciak (są ode mnie o 6-9 miesięcy starsi ). A The jest trochę Doktorowe (i trochę wydłuża nicka )
"I am THE Doctor!", a nie "I am A Doctor, nie?


Moniqua - od francuskiego odpowiednika mojego imienia, oczywiście Monika. Po francusku Monique (nie wiem dlaczego u mnie to Moniqua, ale się wyróżnia xD) Mam to od samego początku mojego życia internetowego, wiec pewnie jak zobaczycie z końcówką "a" to ja.
Mój nick wziął się od tego, że w poprzednim życiu byłam celtycką boginią Od mojego imienia nazwę wzięła Irlandia. Jestem z siebie bardzo dumna
Wszechmocna, ponieważ mogę wszystko.
Cat In Fez. Bo lubię koty. I różne dziwaczne nakrycia głowy/spinki/przepaski z piórkami itepe. A że w DW był Fez - no to mam Feza w nicku Najczęściej zamiast feza mam po prostu "hat", co z kolei kojarzy mi się z Dr. Seussem ^^

Wszechmocna, ponieważ mogę wszystko.

To dopiero argument
Wika bo jest podobny do mojego prawdziwego nicka pod którym jestem znana w necie od wielu lat, a że nie zamierzam tu uważać specjalnie na to co mówię to se lekko nick zmodyfikowałam a co! XD
Reinette, bo zawsze lubiłam Madame de Pompadour, czyli Jeanne Antoinette Poisson, w cywilu i dla przyjaciół Reinette
Cydien (pisany też cydienn albo różnie) to nazwa odmiany czarnego jaspisu i używałam jej praktycznie od początku mojej internetowej działalności (są jeszcze 2 czy 3 fora na których mam inny nick). Kiedyś, zwłaszcza w polskim internecie, byłam z moim nickiem sama, ale widać komuś się spodobał, bo w paru miejscach już widziałam. Ale ta osoba raczej fantastyki nie lubi.
Moniqua - może przez 'a' od tej wody, Bonaqua?

Reinette - Madame de Pompadour też ma pewne nawiązania do Doctora

Wszechmocna - tak, bez wątpienia argument nie do zbicia

Ja w internecie używam nicka 'siwy261f', chociaż wcale go nie lubię.
siwy - jeszcze z podstawówki, bo miałem takie blond włosy, że z daleka przypominały aż siwe
26 - numer mojego gimnazjum
1f - klasa, w której byłem, kiedy wymyśliłem tego nicka i tak już zostało.
Przynajmniej nikt nie miał takiego samego


Reinette - Madame de Pompadour też ma pewne nawiązania do Doctora


No właśnie w tym rzecz
Ja w innych miejscach mam nick spilett, co jest nazwiskiem bohatera "Tajemniczej wyspy" Verne'a, ma też maila kwaspikrynowy@..., bo podoba mi się wzór i właściwości tego kwasu dnia Pon 8:46, 15 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Dracona bo moim ulubionym bohaterem(oprócz Voldzia) jest Draco i na dodatek nazywają mnie Draka w lo.

Moniqua - może przez 'a' od tej wody, Bonaqua?


Kij wie od czego ^^ Ale nie widziałam tej wody, więc chyba raczej nie, aczkolwiek ciekawe myślenie ^^ A nick ma już oooohooo jakieś 6-7 lat. Ostatnio widuję "Monique" w necie Ale to nie ja.
To woda była w sklepach właśnie jakieś 6-7 lat temu
Teraz chyba wycofali się z jej sprzedaży w Polsce

To woda była w sklepach właśnie jakieś 6-7 lat temu
Teraz chyba wycofali się z jej sprzedaży w Polsce

To ja robię rzeczy podświadomie widać. Mam ukrytą 2 osobowość

Mój nick wziął się od tego, że w poprzednim życiu byłam celtycką boginią Od mojego imienia nazwę wzięła Irlandia. Jestem z siebie bardzo dumna

Brawo! Świetna robota! Oby tak dalej.

*gratuluje*
*wręcza kwiaty*
*oblewa Guinnessem*
Watson - tak mnie kiedyś zacząła nazywać Lost (a ja ją Holmes), a to chyba ze względu, że jesteśmy niemal nierozłączne i razem tworzymy genialny umysł - jak Watson i Holmes.
Poza tym zawsze chciałam mieć na imię James, a kiedyś w swej wielkiej ignorancji myślałam, że Watson ma na imię właśnie James.

Mój nick wziął się od tego, że w poprzednim życiu byłam celtycką boginią Od mojego imienia nazwę wzięła Irlandia. Jestem z siebie bardzo dumna

Brawo! Świetna robota! Oby tak dalej.

*gratuluje*
*wręcza kwiaty*
*oblewa Guinnessem*

Dziękuję Dziękuję
Jaka piękna świnka
Agrafka - jedna z nazw nadanych mi w domu, niejako ewolucja imnienia - Agnieszka-Aga-Agafka i w końcu A-grafka. I mi zostało co zresztą bardzo lubię.
Strasznie mi wstyd, ale nie pamiętałam jaki dokładnie mam tutaj nick.
Całe moje internetowe życie byłam Herbatą., na czatach Zawsze Zieloną. Gdy zaczęłam oglądać DW mój prywatny Dwunasty zaczął nazywać mnie Trzynastą, co bardzo mi odpowiadało bo 13 to moja ulubiona i szczęśliwa liczba.
Doctorantka nastała wraz z erą Whonamistyki. Dokładnie wtedy, gdy Wszechmocna zwała się Whomanistką, żebym pasowała do duetu.
dnia Pon 23:20, 15 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
Kiedyś, pare lat temu prowadziłam bloga. O pokemonach. Szalałam na punkcie tej bajki. Na blogu nazwałam się po prostu pokemon, ale uznali mnie za osobę płci męskiej, więc postanowiłam to przekształcić na bardziej żeńską formę, więc powstało: pokemonka. Bardzo mi się to spodobało, było orginalne itd... Tak zostało. Potem dowiedziałam się,że miano ,,pokemon'' zostało nie wiadomo z jakiego powodu przypisywane małym dziewczynkom lovciającym Biberka i Hancię śmietancię, o różowych ciuszkach i piszacych t@kIm dZiWnyM PiSmEm. Oburzyło mnie to tak ogromnie, że postanowiłam wszędzie używać tego nicku, aby obalić ten wstrętny i obrażający normalne pokemonkowe stworki stereotyp.


to dlatego, że ta bajka nazywa się PoKeMoN mi to nie przeszkadza, do tej pory kocham pokemonowe gry

i piszacych t@kIm dZiWnyM PiSmEm

Przeczytałem "i PISZCZĄCYCH takim dziwnym pismem"... xD

Ja na Pokemony chorowałem dobre 10 lat temu i dawno odeszło to w niepamięć, podobnie jak potem Harry Potter.
Chyba za szybko dorośleję...
U mnie jest odwrotnie z wiekiem, zauważyłam, że moje zainteresowania są coraz bardziej dziecinne
Zaczynałam od czytania książek historycznych Karola Bunscha obsesyjnie, przez zagadki logiczne, do oglądania seriali i robienia rzeczy, na które w dzieciństwie byłam za poważna
Studia źle na mnie wpływają (chociaż liceum wpływało gorzej )
O dokładnie tak. Im jestem starsza tym jestem młodsza I nawet nie chodzi tylko o Doktora, ale ostatnio czytam takie dorosłe książki jak Ronja, Polyanna (ooo rrrany jak mnie panna wkuurzaaa), Mary Poppins (uważam, że absolutnie i bezwzględnie powinna się spotkać z Doktorem - może jako niania dla małej Melody ), Dziewczyna i Chłopak, czy pierwsze Musierowiczowe, jeszcze bez Borejków. Zaleta taka, że ostatnio w tramwaju mi się pomyliło, odbiłam ulgowy bilet, była oczywiście kontrola, ale nikt nie chciał ode mnie legitymacji - "Szósta klepka" zrobiła swoje
Ja mam podobnie. Większość dzieciństwa czytałem książki naukowe, historyczne, ezoteryczne i w ogóle dla dorosłych, a takie jak Muminki czy inne tego typu to odkryłem jak już byłem całkiem poważnie dorosły. Zabawne, że jak byłem dzieckiem, to np Muminki w ogóle nie były dla mnie ciekawe.
Ja też w liceum robię rzeczy, których wcześniej nigdy bym nie zrobił i w ogóle się zmieniłem. Na pewno kiedyś byłem bardziej poważny niż teraz, mimo zainteresowania pokemonami czy Harrym Potterem.
Ja jestem dopiero w gimnazjum,ale już widzę u mnie mocne zdziecinnienie od kiedy poznałam niesamowity majestat DW no i was... no cóż... W każdym razie... tak... ale za to scenariusze wychądza mi fajniejsze

chociaż w zdziecinnieniu nie widze nic złego... gożej z moimi rodzicami...
Pff. U was to nie przybrało jeszcze drastycznej formy. Ostatnio będąc w księgarni kupiłam sobie "Powiastki Bellatrix Potter", a w bibliotece (oprócz trzeciego i czwartego tomu "Drogi do s-f", niewypożyczanych od 1992 , a szkoda bo STRASZNIE fajne ) wypożyczyłam Bajki La Fontaine'a Ponadto, na przerwie wraz z koleżanką stoczyłyśmy epicką bitwę na parasole* w słoneczny dzień, pod saamym oknem pokoju nauczycielskiego (Pan-Od-Geografii zainterweniował, jak jakaś grupka chłopaków obok się zebrała by nam kibicować, zresztą i tak wtedy przerwałyśmy pojedynek bo po co się patrzą), puszczamy samolociki na korytarzach (a korytarze i schody w szkole są cudownie przestronne), poruszamy się ślizgiem, bawimy się w berka, chowanego, wspinamy się na drzewa i śmiejemy się z innych którzy chcą być dorosłymi Wybieram się właśnie do 3 gim, ale ochota na wszystkie te rzeczy nie chce mi przejść. I DOBRZE.

*Mwahaha, dodajmy że wygrałam
U nas na uczelni, na jednej auli był czas, że latały samoloty jak czekaliśmy na wykładowce. I na samym wykładzie też. Choć wtedy były puszcz pociągi... Anyway - wiecie z tego był te samoloty? Z Metra
Samoloty z metra, a to oksymoron
U mnie na ASP jak jeszcze studiowałam stoczyliśmy kiedyś na rzeźbie epicka batalię na glinę (a modelka siedziała na środku i prosiła tylko żeby w nią nie rzucać).

U mnie na ASP jak jeszcze studiowałam stoczyliśmy kiedyś na rzeźbie epicka batalię na glinę (a modelka siedziała na środku i prosiła tylko żeby w nią nie rzucać).

o lol dnia Czw 21:33, 18 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
A ja tęsknię teraz, za bitwami na poduszki, które zazwyczaj staczam ze swoimi współlokatorami
I dodam jeszcze, że będąc w liceum często graliśmy w brydża siedząc na "scenie" - takie ok. 1,2m podwyższenie na placu... i, kompletnie na trzeźwo, wymyśliliśmy że skoczymy z tej sceny trzymając się za ręce oczywiście skręciłam kostkę, a dwa dni później była wycieczka do Zakopanego nadal nie wiem jak mi się udało namówić rodziców na to, żeby mnie puścili
u mnie na studiach wszyscy wymagają ode mnie interesowania się dorosłymi rzeczami i oglądania programów rozrywkowych na polsacie i tvnie
Ode mnie nikt nie może nic wymagać. Oglądam to na co mam ochotę, nawet jeśli będzie to oznaczało brak znajomych.
u mnie mama narzekała tylko, że anime oglądam, wiecie to w końcu kolorowa animacja, a wiadomo kolorowe animacje zawsze i wszędzie są tyko i wyłącznie dla dzieci...

Oglądam to na co mam ochotę, nawet jeśli będzie to oznaczało brak znajomych.

nie myśl, że ja oglądam takie bzdury
wolę nie robić nic, niż irytować się na denność programów
Wiem, że nie oglądasz.

u mnie na studiach wszyscy wymagają ode mnie interesowania się dorosłymi rzeczami i oglądania programów rozrywkowych na polsacie i tvnie
A to tam są jakieś programy rozrywkowe? Mnie to się zdawało, że dawno się pokończyły...
Chyba tylko "Trudne sprawy".

Te trudne sprawy zniknęły gdzieś, niech twoje serce rozwiąże je... TRUUDNE SPRAWY~~ (btw, tekst tej "piosenki" jest większym bełkotem niż w "pustej szklance pomarańcze to dobytek mój" )
Brrr... Poza Doktorem, Eureką i jeszcze paroma SF telewizji nie oglądam. Mam z nią kontakt tylko wtedy gdy przechodzę koło(/przez) pokoju z włączonym telewizorem.

A historia mojego nicka jest następująca. Od lat zawsze nudziła mnie "rzeczywistość", a fascynowały rzeczy niecodzienne, magiczne i tajemnicze. Książki o magach i czarownicach wydawały mi się rzeczywiste i całkiem prawdopodobne (pokazujące niewykorzystane moce umysłu człowieka), za to codzienność, której traktowania serio wszyscy ode mnie oczekiwali dla mnie była beznadziejna i w ogóle od zawsze mam ją z grubsza w nosie. W efekcie zawsze czułem się jak coś w rodzaju maga...
Dostałem w prezencie płytę z muzyką z filmu (film obejrzałem po wielu latach i okazał się beznadziejny). Muzyka jest obłędna, na okładce widać samochód terenowy przejeżdżający przez wiszący most nad wezbraną rzeką, a nad nim tytuł filmu Sorcerer. To słowo, tak napisane strasznie przypadło mi do serca no i tak już zostało. Używam tego nicka w różnych miejscach od nie pamiętam już ilu lat...

A oto i ona:


Ja też telewizji raczej nie oglądam. Doctora na komputerze, wszystkie inne seriale (chociaż coraz rzadziej) też na komputerze.
Telewizję najczęściej przy obiedzie - to znaczy, telewizor sobie 'gra', a ja i tak nie zwracam na niego uwagi.

Btw. znalazłem to, czego szukałem, ale nie chomikuję
Ja czasami obejrzę w tv jakiś film, bo po prostu jest lepsza jakość niż gdybym obejrzała go online ( a ściągać mi się nie chce, to nie na moje nerwy i miejsce na dysku ). No i mam słabość do starych dobrych kreskówek na Bumerangu Resztę oglądam na komputerze ^^
Ja nie cierpię oglądać online... czeka się tyle samo czasu na ściągnięcie, a po obejrzeniu można przecież od razu wyrzucić. A różnica w jakości... ogromna. Raz tylko coś oglądałam dawno temu i dałam sobie spokój
Ja mam większość seriali i filmów na komputerze. Ale nie mogę nigdzie "Psiego serca" znaleźć, a szkoda, bo fajny serial o pieskach
kiedyś wiadziałam jeden odcinek, a na polsacie śą jeszcze Kiepscy, których oglądam cała rodziną...

A trudne sprawy i dlaczego ja, to jest takie głupie i beznadziejne, ze ja to oglądam tylko,żeby pośmiać się z głupoty scenarzystów i reżysera... dlatego postanowiłam stworzyć tego parodię
Bardzo lubiłam "Psie serce"- taki ciepły serial o kochanych czworonogach

"Trudne sprawy" i "Dlaczego ja?" są dla mnie na tak żenująco niskim poziomie, że gdyby nie to, że moja mama to ogląda to nawet bym na to nie spojrzała
A jeżeli już zdarzy mi się coś z tego przypadkowo zobaczyć to też głównie się śmieje dnia Pią 20:43, 19 Sie 2011, w całości zmieniany 1 raz
a kto przepraszam, traktuje to poważnie?
Mam w domu jednego miłośnika Tangerine Dream. Jak dla mnie czasami zbyt....skomplikowane niepokojące..... ale nie wiedziałam, że soundtracki powstały.

a kto przepraszam, traktuje to poważnie?
Mam w domu jednego miłośnika Tangerine Dream. Jak dla mnie czasami zbyt....skomplikowane niepokojące..... ale nie wiedziałam, że soundtracki powstały.
Uwielbiam Tangerine Dream. Ich muzyka totalnie mnie relaksuje i przemawia do dzikszej strony mojej psychiki.
Ja lubię może nie Szekspira jako takiego, ale szekspirowy język i wszystko dookoła
Zwierz to chyba jeden z tych nicków które jakoś tak same powstały i zaczęły żyć własnym życiem. To znaczy zakładając bloga podpisywałam się jeszcze zupełnie inaczej, ale teraz trzy lata później tyle osób zwraca się do mnie jako do zwierza ( w domyśle popkulturalnego) że czasem się zastanawiam czy wszyscy moi znajomi pamiętają jak mam na imię
Shakespeare - może wiesz w takim razie, gdzie mogę znaleźć figurkę Big Bena?
Poszukuję takowej (ozdobnej, żeby nie była za duża), do swojego pokoju, ale nigdzie nie mogę znaleźć...

Szukałem też Mini Morrisa, ale znalazłem.
Szukam jeszcze jakiegoś modelu typowego angielskiego radiowozu - też jako ozdobę do pokoju.
nie mam pomysłów poza allegro i ebayem mi się już udało znaleźć parę świetnych rzeczy tego typu
Zwierz, a jak masz na imię?


Szukam jeszcze jakiegoś modelu typowego angielskiego radiowozu - też jako ozdobę do pokoju.

Wpisz na eBay'u do wyszukiwarki Rover police car toy albo np Austin police car toy lub jakąś inną brytyjską markę.
Zwierz nazywa się Kasia. Jakiekolwiek związki między nickiem a imieniem są więc wykluczone
Nie byłbym taki pewien. Moja ulubiona kocica miała na imię Kasia.
Dobra zwierz może powinien jeszcze dodać że bardzo daleką inspiracją dla jego nicku był Arystoteles. To tylko po to by zamieszać
Ok, dzięki
Nie będę oryginalna - ktoś, gdzieś, kiedyś zaczął w taki "zmęższczony" sposób przekręcać moje imię (chyba jedna z przyjaciółek, ale już nie pomnę), no i czasem w miejsce tradycyjnie używanego nicka wklepuję tego Dagensa
Lost 11 - bez finezji - od Lostów i Jedenastego Doktora. Kiedyś z Watsonem miałyśmy niesamowitą jazdę na Zagubionych. Na mnie przez to w szkole mówili Lost, na nią Zagubiona, ale że Zagubiona to bardzo długie przezwisko, to się nie przyjęło. A na mnie od tamtej pory tak mówią. Znajomi, dalsi znajomi, nawet niektórzy nauczyciele. Coraz rzadziej, a szkoda, bo bardzo lubię tę ksywkę. Za to nienawidzę, jak się do mnie zwracają 'Lostu'.
W internecie operuję mnóstwem nicków, zazwyczaj związanymi z Lostami (znaczy kiedyś, teraz już ich raczej nie używam, ostatnio zdarza mi się podpisywać nickami powiązanymi luźno z imieniem Esmeralda, bo znajomy, gdy zapomniał, jak mam na imię, nazwał mnie Esmeraldą. A mam na imię Karolina )

Katriona, skąd wziął się Twój nick?
Z książki, a właściwie dwóch książek Roberta Louisa Stevensona. Imię trochę spolszczone przez tłumacza. Katriona była ukochaną głównego bohatera. Szkota imieniem David
Szkoda tylko, że pod koniec drugiej części zrobiło się z tego takie romansidło a Katriona straciła całkiem swój charakter
Szkot David?...
Podoba mi się to imię. No i po nim Cię rozpoznałam ^^
Też w pierwszej chwili pomyślałam o tobie, ale stwierdziłam, że to mało prawdopodobne ... Wydaje mi się, że już to pisałam dnia Śro 23:43, 21 Wrz 2011, w całości zmieniany 3 razy
Pamięta ktoś taką tandetną peruwiańską telenowelę, która lata temu leciała na Polsacie? No właśnie
Pamiętam. Od razu nawet skojarzyłam nick z tą właśnie telenowelą
Moja babcia ją uwielbiała więc czasem razem z nią oglądałam
Ale fajnie że luz to też po naszemu
Ja oglądałam
Oprócz Lostów to w sumie był jedyny serial, dla którego siadałam przed telewizorem.
A ja jakoś nigdy tych latynoskich tasiemców nie ruszałam, chociaż akurat w tym grała bardzo ładna aktorka
W telewizji oglądałam tylko Zbuntowanego Anioła, pierwsze 2-3 sezony Losta i jako pięciolatka z rozbitą potylicą Modę na Sukces przez tydzień.
Ja oglądałam Esmeraldę, Paulinę, Luz Marię właśnie, Fiorellę, Zbuntowanego Anioła i wiele innych, ale na moje usprawiedliwienie mogę dodać, że nie miałam więcej niż osiem lat
Rodzice zabraniali mi oglądać Zbuntowanego Anioła, a że na moje wczesne lata podstawówki przypadł szał na ten serial, bardzo cierpiałam i robiłam to pokryjomu. To chyba spożytkowało całą moją energię, którą mój organizm mógł przeznaczyć na seriale.
Ale jak będę się uczyć portugalskiego a w planach później też hiszpańskiego, chyba się skuszę na jakąś telenowelę. Albo na hiszpańskojęzyczną wersję Life on Mars.
Uwielbiam hiszpańskojęzyczne filmy, oglądałam przedwczoraj Skóra w której żyję
Swoją drogą teoretycznie uczyłam się portugalskiego w liceum
Ja zaczynam w październiku Ostatnio mam ochotę uczyć się wszystkich języków świata.
Zazdroszczę zapału, chociaż nie, bo mam go dużo, tylko, że jest słomiany
Nie lubię portugalskiego, jestem do niego uprzedzona po tych trzech latach, niewiele umiem i wymowa jest straszna, ale za to za hiszpański sama mam się zamiar wziąć w bliżej nieokreślonej przyszłości.
W październiku zaczynasz portugalski, hiszpański czy to i to?
Portugalski. Martwi mnie tylko to, że najprawdopodobniej będzie to czysta wersja europejska, a mi się marzyła brazylijska. Na wygaśnięcie zapału pomaga rejestrowanie się na różne rzeczy na studiach, bo jeśli wytrzymam na początku, później nie mogę się wyrejestrować i nie mam wyjścia
Ja w drugim semestrze zaczynam naukę hiszpańskiego
Gratuluje hiszpańskiego. Jeśli utrzymam się do tego czasu to zdradzisz mi jakie są początki
Obawiam się, że dopóki nie pójdę na studia to z mojej nauki języka nic nie będzie, a z moją dożywotnią poprawą matury to nie wiem czy kiedyś to nastąpi
Też wolę brazylijską wersję portugalskiego.
Skoro już o językach, to może mi ktoś polecić jakiś fajny język? mam dobić od zera do B2 w dwa lata i nie bardzo wiem co wybrać (próbowałam włoski i hiszpański i terminy mi nie pasują )
Skoro nie rozważałaś francuskiego, to pewnie nie chcesz, więc może coś ze skandynawskich? Ja chciałam wziąć sobie jeszcze jeden język, ale nie mam go już gdzie wcisnąć
Fiński jest bajeczny ^^
Znaczy się, nie znam, nie uczę się, ale uważam, że brzmi bajecznie. dnia Sob 7:01, 24 Wrz 2011, w całości zmieniany 1 raz
ja chciałam japoński, ale u mnie nie ma na uczelni zresztą, to i tak po trzecim roku. Wezmę chyba włosy, lubię jego brzmienie.
Ja miałam od 1 semestru hiszpański, bo mi się zawsze podobał, ale mieliśmy takie beznadziejne lektorki, że odechciało mi się go uczyć kompletnie.
A szkoda, bo mam książkę
Ja zacząłem uczyć się włoskiego w te wakacje, bardzo fajny język. A hiszpański jakoś nigdy mnie nie interesował...
Ja się zaczęłam uczyć włoskiego, jak pojechałam do Włoch na dwa tygodnie.
Nauczyłam się wafanculo, pisiare i funghi oraz liczyć do stu.
Ale na dobrą sprawę nie trzeba umieć włoskiego, żeby dogadać się z Włochami. Po prostu się ich rozumie. To jest własnie piękne w tym języku.
Jak na razie zostanę tylko przy angielskim, chociaż chciałabym się nauczyć np. norweskiego albo hiszpańskiego. W gimnazjum uczyłam się jeszcze niemieckiego, ale to było trzy lata temu. A z Włochami to prędzej po łacinie bym się dogadała niż po włosku, jakoś jestem odporna na ten język.
Ja się niemieckiego "uczyłam" przez 3 lata w liceum i nie potrafię powiedzieć nic. Jako jedna z niewielu osób zaczynałam od zera i tak to się skończyło a angielskiego sobie nie mogę wziąć jako lektoratu, bo to mój przedmiot studiów

Przejrzałam kilka języków i w końcu chyba przestanę zwracać uwagę na co się zapisuję, byle był dobry termin
W gimnazjum miałam francuski, w liceum niemiecki. Nie umiem praktycznie nic z żadnego z nich
Chociaż gdybym się miała któregoś jeszcze uczyć to chyba wolę niemiecki.
Tak sobie teraz myślę, że chyba też wolę niemiecki. Nigdy nie myślałam, że to powiem...
Ale francuski jest paskudny, jakim cudem można nazwać takie charczenie językiem miłości?
Nawiasem mówiąc, kto czytał "Pachnidło"? Czy urzekający opis zapachów Paryża nie wydawał wam się bajecznie ironiczny w odniesieniu do miasta miłości?
Skąd w środku Europy taki dziwny język?...
Skąd w mojej głowie tyle pytań?
Dobra, już wiem skąd....
Ja jestem w 2 klasie Liceum i od 11 lat uczę się niemieckiego. Czekam tylko by napisać maturę i zakończyć historię z tym językiem, którego nienawidzę, i od tylu lat nic nie umiem . Z resztą jak to powiedziała nasza wychowawczyni, tym niemieckim co się go uczymy można się porozumieć tylko w paru miejscach w Niemczech, bo w większości są slogany, albo język przeszedł jakieś przekształcenia ...
zgadzam się fhrancuski okropnie brzmi, ale niemiecki nie lepszy... akusativy, genitivy.
Nie czytałam Pachnidła i nigdy tego nie zrobię, ale kiedyś moja koleżanka uraczyła mnie i kilka dziewczyn tymże opisem jak również zakończeniem. Zaiste, miasto miłości, jak się patrzy.

Ale to całe "miasto miłości" to jakaś amerykańska propaganda
Niemiecki jest przede wszystkim brzydki!
Ale francuski jest gorszy, moim zdaniem.

Całkiem poważnie uważam, że najładniejszy jest Polski
jeśli już się rozpisuję, a rozpisuję się dziś bogato w dygresję i inne bzdety, o które nikt nie pytał, co jest spowodowane stanem, w którym się obecnie znajduję, napiszę ranking najfajniejszych języków, z jakimi się spotkałam. Bo niestety nie było mi dane słyszeć wszystkich.
1. Polski. Podobno najtrudniejszy język na świecie (Japoński nie jest najtrudniejszy, jego trudność leży głównie w odrębnym alfabecie)
2. Fiński
3. Brytyjski
4. Włoski
5. Japoński
Z wielkich liter, bo potraktowałam je jako początki zdań
"Pachnidło" to jedna z moich ukochanych powieści. Po raz pierwszy przeczytałam ją w 2000 roku i do tamtego czasu wracam do niej od czasu do czasu. Poleciła mi ją moja bibliotekarka twierdząc, że na pewno mi się spodoba. Byłam sceptyczna, myśląc, że to jakieś historyczne bzdury. Jakże się myliłam
Mi się bardzo podoba brzmienie łotewskiego. dnia Sob 20:15, 24 Wrz 2011, w całości zmieniany 1 raz

"Pachnidło" to jedna z moich ukochanych powieści. Po raz pierwszy przeczytałam ją w 2000 roku i do tamtego czasu wracam do niej od czasu do czasu. Poleciła mi ją moja bibliotekarka twierdząc, że na pewno mi się spodoba. Byłam sceptyczna, myśląc, że to jakieś historyczne bzdury. Jakże się myliłam
Jest w Biedronce za 13 zł! Chyba kupię!

Nie miałam zbyt wiele do czynienia z łotewskim, ale jako że Łotwa jest w pobliżu Estonii, a estoński jest podobny do fińskiego, więc niewykluczone, że by mi się spodobał. dnia Sob 20:15, 24 Wrz 2011, w całości zmieniany 1 raz
Ale to zupełnie inna grupa językowa
Szkoda
To ja zaprezentuję może. dnia Sob 20:37, 24 Wrz 2011, w całości zmieniany 1 raz
Niesamowite, niby śpiewają coś konkretnego, ale nie rozumiem ani jednego słowa i to nie ma dla mnie żadnego sensu, to jest fascynujące... dnia Sob 20:38, 24 Wrz 2011, w całości zmieniany 1 raz
Przyjemny utwór
Język też ładny, ale i tak klasyfikuje się poza pierwszą piątką moich ulubionych.

Dziękuję Dziękuję

Jak ja mogłam wcześniej tej świnki nie zauważyć dnia Sob 20:44, 24 Wrz 2011, w całości zmieniany 1 raz

Dziękuję Dziękuję

Jak ja mogłam wcześniej tej świnki nie zauważyć
Jak to jak? RTD. I wszystko jasne.
Ale w sensie, że on jest tą świnką?
Miałam na myśli, że zasłonił świnkę
RTD zdecydowanie nie jest taki uroczy.
Teraz mam ochotę zobaczyć gifa z RTD w roli tej świnki.

A w ogóle to przez rozmowę o językach zaczęłam słuchać Brainstorm i nie chce mi się obejrzeć DW
Zdarza się, nie można się zmuszać, nie? Zwłaszcza, że DW nie ucieknie, a jak już najdzie Cię ochota, to z przyjemnością będziesz mogła obejrzeć
w Pythonowskim skeczu o Ministerstwie Głupich Kroków urzędnik prosi o dwie herbaty a asystentka odpowiada mu "Yes, Mr Tea Bag!". jakoś mi to przypadło do gustu... (ach, te moje wypowiedzi, krótkie i nic nie wnoszące...)
Dzisiaj dowiedziałam się, że mój tumblrowy url (rasteira - czyta się hasztejra) oznacza... zamiataczka. Sprawdzałam, czy vingativa znaczy coś innego niż to, co wiem (ruch w capoeira), na razie jeszcze nic nie znalazłam.
Ja swego czasu uczyłem się trochę włoskiego, ale przez chroniczny brak czasu musiałem zrezygnować.

Chciałbym się uczyć np. szwedzkiego - bo zarówno język, jak i sam kraj od pewnego czasu mnie lekko "zafascynowały".

Co nie zmienia faktu, że mój pokój jest typowo londyński
chyba jakoś pod koniec podstawówki chciałam sobie wynaleźć nicka, a że byłam wtedy zafascynowana Tolkienem i elfami (wstyd i hańba, ale każdy miał kiedyś 12 lat), wybrałam ulubioną Valierę elfów, czyli Vardę. ktoś znajomy to potem przerobił na 'Vard' i tak już zostało, szczególnie, że z tym odciętym 'a' nie kojarzy się już tak 'elficko.'
Jak można nazwać fascynację Tolkienem wstydem i hańbą?
Właśnie? Też tego nie rozumiem. Ja dalej jestem tym zafascynowana ....
Ja właśnie zaczynam się fascynować (z ogromnym opóźnieniem, wiem ) i też nie rozumiem...
To był mój pierwszy fandom i pierwsza poważna obsesja. Nie mogę przeboleć, że tamta strona się rozpadłą

Właśnie? Też tego nie rozumiem. Ja dalej jestem tym zafascynowana ....

Me too. Nie dalej jak wczoraj czytałam Silmarillion.
Kiedyś była fajna gra rpg ale było to dawno. Za to ludzie byli świetni i zgrani ... ale się rozpadło xD
niejasno się wyraziłam - Tolkienem już się co prawda nie fascynuję, bo zdążyłam w międzyczasie odkryć inne rzeczy, które mnie bardziej ciągną (w ogóle jak dla mnie sf>fantasy), ale nadal mam do niego ogromny szacunek w sumie każdy, kto chociaż trochę siedzi w tych tematach powinien mieć, bo, jak by nie było, od niego się zaczęło. natomiast 'wstyd i hańba' tyczyło się elfołactwa.
A ja się muszę ze wstdem przyznać, że z Tolkieniem to u mnie nie za bardzo. I osobiście nie wiem co ludzie w nim widzą
Lubię go, ale kawałki. Np z Władcy Pierścieni czytam tylko połowę materiału mniej więcej bo reszta mnie męczy...
wracając do głównego wątku tematu, czyli nicka...

steph - bo tak skraca się imię mojej ulubionej uczestniczki jedynego programu reality -show, który kiedykolwiek mnie wciągnął, czyli Survivor :] Poza tym to zangielszczone imię jednej z najwspanialszych kobiet, jaką znałam - mojej babci
w necie na innych forach, blogach i stronach możecie mnie spotkać jednak pod innym nickiem: kala, lub kala21 - co jest skrótem od mojego własnego imienia - Kalina, a 21 to dzień moich urodzin

a Tolkiena kocham, WP czytałam kilka razy, a filmy to widziałam kilkanaście
Moze teraz już mniej się nim fascynuję niż w liceum, ale nadal mam ogromny sentyment do jego dzieł
Kalina! Uwielbiam to imię, bardzo jest ładne.
Dziękuję!

Ja już od jakiegoś czasu też je lubię, chociaż jako dziecko czasem czułam się dziwnie, że jako jedyna osoba w powiecie! mam takie imię
Ale potem doceniłam jego oryginalność (wielu ludzi mnie dzięki niemu zapamiętywało), poznałam inne Kaliny (albo ludzi o nazwisku Kalina) i teraz nie zamieniłabym go na żadne inne!
Z resztą w dobie coraz dziwniejszych imion dla dzieci, moje wydaje już całkiem 'normalne' i mało kontrowersyjne ;
Zawsze to lepiej niż odwracać się dziesięć razy dziennie, bo ktoś woła twoje imię

Ja już teraz praktycznie na nie nie reaguje, nawet jak to do mnie
Steph, znam dwie Kaliny, jedna jest super, druga - jest jedną z najfajniejszych osób, jakie kiedykolwiek spotkałam
Kalina! Piękne imię. Mój brat miał się tak nazywać, bo miał być dziewczynką, ale okazał się chłopcem

Mnie przeraża jak wiele osób nazywa się Jagoda. Przecież to powinno być mało popularne imię, a praktycznie codziennie słyszę jak ktoś woła jakąś Jagodę i to nie jestem ja.
Kalina, Jagoda, jakie macie śliczne, nietuzinkowe imiona!
A u mnie w domu była awantura przy nazywaniu mnie, bo dziadkowie stwierdzili, że Aleksandra jest za bardzo odjechane i właściwie, to wszystkie dziewczynki powinny być nazywane Ania, Asia, albo Ewa.

Aleksandra

No mówiłam, że wszyscy mają na imię jak ja
Ja nie mam. Jestem dumną posiadaczką imienia Monika dnia Czw 20:39, 15 Gru 2011, w całości zmieniany 1 raz
A ja myślałam, że masz
Ja znam stado Ul. I wśród nich jest chyba tylko jedna osoba, której według mnie to imię pasuje
a ja znam ino 4 czy 5 Monik. I dwie Ule. I chyba tylko 4 Ole.
Kojarzę chyba z dziesięć osób o imieniu Aleksnandra, do tego jeszcze pewnie ze dwie czy trzy Olgi.

I co najmniej pięć Monilk. A Ulę inną tylko jedną.
Imiona, które najczęściej spotykam to Magda i Ania. A tak, to mało się powtarzają imiona znajomych ^^
Miałam w klasie 10 kobiet. A i tak trafiły się dwie Anie i Kamile. Karolin znam kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt, Aleksander z 5, Moniki oprócz Monilip 2. I między 6 a 10 Ul.
Karolin też znam całe mnóstwo.
U mnie z kolei w otoczeniu - Agnieszki (jak ja), Ole, Iwony, Asie, Kasie i Gosie. I nawet nazwiska się ludziom dublują - jeden gostek ma tak samo na nazwisko jak koleżanka po mężu i śmiszne sytuacje czasem z tego wynikają (a nie są spokrewnieni).
No i mam na nazwisko tak samo jak chłopak który wcześniej pracował na moim stanowisku.
eeeej tam mówię Wam to nic w porównaniu z tym jak spotkałam chłopaka który miał na nazwisko Kalina totalnie nie był w moim guście, ale gdyby gdyby... to nazywałabym się po ślubie Kalina Kalina
a co do imion to obecnie świat zalewają Amelie i Julie - nie żebym miała coś przeciw tym imionom (tak nazwała córki moja kuzynka, jedna z nich jest moją chrześniaczką, obie kocham bardzo bardzo), ale fajnie jest się wyróżniać ;
W mojej klasie w gimnazjum było 5 dziewczyn imieniem Małgorzata. W tym dwie nosiły nazwisko Grzybowska.

ooo... te same imię i nazwisko? To się rzadko zdarza w jednej szkole, a co dopiero w klasie.
Nom. Było śmiesznie.

A monilip ratuje dobre imię imienia Monika, bo niemal wszystkie Moniki, które znam są naprawdę fatalne.
dziękuję

Nom. Było śmiesznie.

A monilip ratuje dobre imię imienia Monika, bo niemal wszystkie Moniki, które znam są naprawdę fatalne.


.........

Mam w klasie 3 Moniki. W tym siebie
O! To może ja w ogóle do imienia Monika się przekonam... ;P
Mnie od wieków otaczają same Agnieszki, ale dalej sądzę że mimo wszystko jestem wyjątkowa
Diablica... dlaczego bo jestem straszna chłopczyca i lałam się z hopakami (no... a przynajmniej jak mnie wkurzali ) I ogólnie cały czas było mnie pełno nie mogłam się na niczym skupić więc nauczycielki stwierdziły że jestem diabeł. A dlaczego numerki... liczba półek i szafek [(jestem strasznie zapominalska) serio nie mogę zapamiętać imion ludzi z mojej klasy (W podstawówce nauczyłam się dopiero w 5 klasie XD)

Nom. Było śmiesznie.

A monilip ratuje dobre imię imienia Monika, bo niemal wszystkie Moniki, które znam są naprawdę fatalne.


Też tak mam z Monikami

Ale za to moje imię jest jedyne w całej szkole. Przez to zawsze wiadomo o kogo chodzi
Rozhisteryzowaną Babą jestem przez gupiego RTD.
A u mnie to powstało tuż po tym, jak wpadło mi do głowy, co by było, gdyby Doctor była kobietą, a Cydonia, to rodzinna planeta wszystkich Muserów. Z resztą chciałabym swój nick zmienić, bo jest za długi, a mam problemy z zapamiętaniem loginu na kompie (jakiś błąd) i wkurza mnie już logowanie cały czas . Dałoby się, czy muszę dalej się męczyć ?
Hmm, nie wiem czemu mój jest taki, a nie inny
Siedziałam i zakładałam nowe konta mailowe i tak wyszło...
Mój nick wywodzi się z języka irlandzkiego.
Muszka bo muszka i bo mała mucha
Mnie siostra nazywa Drzazgą. Stwierdziła, że potrafię zaleźć za skórę.
Mój nick pochodzi z Igrzysk Śmierci autorstwa Suzanne Collins. Tak nazywana była główna bohaterka przez swojego przyjaciela.
Nie znam "Igrzysk śmierci" Chyba jestem za stara na film, a po książkę nie sięgnę bo nie znoszę narracji w czasie teraźniejszym. Wolę "Battle Royale” dnia Nie 22:52, 30 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz